
Zimą „śląska pozytywna energia" nie jest dostępna wszystkim
Doświadczenie kilku styczniowych dni pokazuje, że łatwiej w ciepłej sali dyskutować w gronie ministra, wojewody i marszałka o kolejach dużej prędkości na Górnym Śląsku; niż wczuć się w sytuację mieszkańca Zrębic przez kilka dni pozbawionego prądu. Gdy Szczecin był przez jeden dzień pozbawiony energii elektrycznej - był to temat na specjalne posiedzenie rządu. Tam sama dolegliwość dotykająca 100 tys. mieszkańców subregionu północnego jest tylko ciekawostką prasową. Mamy widać taką gradacją postrzegania, w której problemy małych miast i wsi są tylko odległą egzotyką.
Zima 1978/79 pogrążyła pana Gierka pokazując całą miałkość budowanej na propagandzie sukcesu wizji Polski socjalistycznej, 10 potęgi przemysłowej świata. Zima 2009 roku ukazuje kruchość państwa „zielonej wyspy rozwoju na czerwonej mapie europejskiej recesji". Przypomina, że bez mocnych fundamentów nie ma mowy o modernizacji; przypomina o roztrwonieniu zysków z okresu szybszego tempa rozwoju, wydaniu ich na socjal i błyskotki zamiast na infrastrukturę umożliwiającą rozwój. Fakt, że zimą „śląska pozytywna energia" nie jest dostępna wszystkim, każe też inaczej spojrzeć na kwestię energetycznego bezpieczeństwa. I nie da się nawet zidentyfikować winnych - zima 2009 na Jurze Krakowsko - Częstochowskiej ( pięknej skądinąd krainie) ujawniła 20 letni grzech zaniechania.




